Zapraszam również na mój profil na Facebooku: https://www.facebook.com/bernadetta.darska

środa, 23 maja 2018

Matka i córka (S. Oksanen, Norma)

Po znakomitym „Oczyszczeniu” i doskonałym „Gdy zniknęły gołębie” pojawia się w Polsce trzecia książka autorki. Po lekturze przywołanych tytułów mogłoby się wydawać, że mamy do czynienia z pisarką, która nie schodzi poniżej pewnego poziomu. A jednak, co z ogromną przykrością stwierdzam, tak nie jest. O ile we wcześniejszych powieściach mieliśmy do czynienia z finezyjnym, koncepcyjnie skomplikowanym, ale zawsze świetnie finalizowanym zapętleniem emocjonalnym, historycznym i personalnym, o tyle w „Normie” podobnego zwielokrotnienia sensów i zróżnicowania możliwych odczytań nie odnajdziemy. Owszem, można proponować pewne interpretacje na temat relacji matki i córki oraz metafory wpisanej we włosy, które w tej powieści odgrywają kluczową rolę, jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że Oksanen tym razem nazbyt dużo rzeczy mówi wprost. „Norma” odbiega również poziomem literackim od „Oczyszczenia” i „Gdy zniknęły gołębie”. W przypadku tej powieści można raczej mówić o literaturze popularnej, pretendującej do poziomu literatury środka, jednak nie zawsze skutecznie. Fińska pisarka być może chciała spróbować poeksperymentować z powieścią kryminalną. I punkt wyjścia, i późniejsze prywatne śledztwo córki, tytułowej Normy, wskazywałoby na to. Jeśli jednak faktycznie tak jest, to próba ta Oksanen się nie udała. Lektura niekonieczna.


Sofi Oksanen, Norma, przeł. Katarzyna Aniszewska, Wyd. Znak, Kraków 2018.

wtorek, 22 maja 2018

Bezradność (Å. Seierstad, Dwie siostry)

Åsne Seierstad po raz kolejny pokazuje swoją pisarską klasę. „Dwie siostry” to bardzo dobrze napisany, świetnie udokumentowany, dramaturgicznie bez zarzutu i kompozycyjnie przemyślany reportaż. Bohaterkami książki są dwie somalijskie nastolatki, wychowane w Norwegii, dobrze odnajdujące się w kulturze zachodniej, które w tajemnicy przed rodziną wyjeżdżają do Syrii, aby dołączyć do bojowników ISIS. Reporterka rekonstruuje proces przemiany, choć jednocześnie nie daje łatwych odpowiedzi. Obie dziewczyny zachowywały się jak typowe nastolatki. Starsza doskonale sobie radziła w szkole, marzyła o tym, aby być pierwszą osobą w rodzinie, która pójdzie na studia. Młodsza miała trochę problemów z nawiązywaniem kontaktów z rówieśnikami, jednak i w jej przypadku nic nie wskazywało na to, że stanie się osobą o radykalnych poglądach. To, że Seierstad pokazuje, iż fundamentalizm uwodzi także tych, którzy potencjalnie powinni być na jego zakusy odporni, jest wielkim atutem książki. Tak naprawdę bowiem okazuje się, że nie ma odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak się stało. Nie ma też gotowych reguł postępowania, bo obie siostry nie rezygnują ze swoich celów nawet wówczas, gdy zagrożone jest bezpieczeństwo ich ojca oraz gdy rodzą się im dzieci. Reporterka odsłania więc bolesny paradoks oddalania się, obcości między najbliższymi oraz niemożności zrozumienia tego, co właściwie jest nie do pojęcia. „Dwie siostry” to nie tylko reportaż o ucieczce dziewcząt, ale i historia cierpienia i rozpadu rodziny. Rodziny opuszczonej, zdradzonej, podejrzewanej o współudział, pozbawionej ważnego punktu odniesienia. Autorka dużo miejsca poświęca rodzicom oraz bratu uciekinierek. Ojciec wyrusza na pomoc, ale pomocy od niego nikt nie chce, matka domaga się od męża reakcji i czuje, że zawiodła, brat odcina się od religii, widząc w niej formę zniewolenia i ograniczenia – w efekcie wszyscy członkowie rodziny zmieniają się w wyniku ucieczki córek i sióstr. Na uwagę zasługuje sposób opowiadania przyjęty przez Seierstad. Przypomina on powieść, pojawiają się obszerne fragmenty rozmów prowadzonych za pomocą mediów społecznościowych. Zresztą dokumentowanie reportażu to oddzielny temat. Autorka w tekście na końcu książki wyjaśnia, w jaki sposób docierała do swoich bohaterów, jak odtworzyła dialogi, na czym się opierała, jak sobie poradziła z niemożnością rozmowy z tytułowymi siostrami, jakie jest jej zdanie a propos różnego rodzaju uwikłań natury etycznej. Opis ten powinien być lekturą obowiązkową dla wszystkich adeptów reportażu, widać w nim bowiem, jak ważne jest sprawdzanie informacji i żmudna, rozłożona w czasie praca. Lektura obowiązkowa.


Åsne Seierstad, Dwie siostry, przeł. Iwona Zimnicka, Wyd. W.A.B., Warszawa 2018.

poniedziałek, 21 maja 2018

Kilka wersji życia (P. Auster, 4 3 2 1)

„4 3 2 1” Paula Austera nie bez powodu określana jest jako powieść monumentalna. O zasadności używania tego epitetu świadczyć może nie tylko objętość książki – blisko osiemset pięćdziesiąt stron formatu B5, ale i kompozycyjny zamysł towarzyszący pisarzowi. Próba rozpisania losów Archibalda Isaaca Fergusona na cztery równoważne historie okazuje się bowiem i intrygującą grą z biografią bohatera, i nieoczywistym potraktowaniem jego losów w kontekście wielkich wydarzeń XX wieku. Tak naprawdę „4 3 2 1” można z powodzeniem czytać jako powieść o Ameryce i tym co ją ukształtowało. Auster w pewnym więc sensie pisze różne wersje opowieści o amerykańskim spełnionym śnie. Natkniemy się więc tutaj m.in. na historię imigrantów, dla których Stany Zjednoczone mają być nowym wspaniałym światem, na ciekawie zobrazowany motyw emancypacji kobiet, na niechlubny epizod polowania na komunistów, na rewoltę studencką i protesty przeciwko wojnie w Wietnamie, na rasizm i zabójstwo Martina Luthera Kinga. Zresztą amerykańskość powieści nie ulega wątpliwości. Ten styl i sposób opowiadania jest rozpoznawalny właściwie już po kilku stronach lektury. „4 3 2 1” Austera to również pasjonująca powieść o dojrzewaniu, o uczeniu się siebie i innych, o odkrywaniu własnych ograniczeń. Pisarz szczegółowo opisuje codzienność, nie unika skupiania się na rozterkach swojego bohatera, koncentruje się na jego odczuciach i dylematach. Drobiazgowo opisane zostają także inne postaci i ich sposób widzenia świata, dzięki czemu można o tej książce mówić także jako o pochwale zwyczajności. Pytanie o to, skąd się wywodzimy, co nas ukształtowało i jakie wydarzenia i osoby są dla nas stałym punktem odniesienia, pozostaje tą kwestią, która nieustannie, w różnych konfiguracjach, powraca. Motywem, który okazuje się bardzo ważny, jest pisanie. Auster nie tylko bierze pod uwagę rozterki związane z powstawaniem pierwszej powieści, ale również przygląda się dziennikarskiemu portretowaniu rzeczywistości. W każdym z tych przypadków słowo jako to, co powołuje do życia, wymyśla, sprzyja zapamiętaniu, ale i niszczy, zakłamuje, zostaje pomyślane jako coś niemalże żywego. Bardzo dobre.


Paul Auster, 4 3 2 1, przeł. Maria Makuch, Wyd. Znak, Kraków 2018.

niedziela, 20 maja 2018

Wielka Historia a intymność i prywatność (P. Adamczyk, Ferma blond)

W literaturze popularnej można odnotować istnienie nurtu chętnie sięgającego do okresu II wojny światowej i traktującego wydarzenia tego okresu jako scenerii dla historii miłosnej. Rzadko kiedy powieści reprezentujące ów nurt zasługują na uwagę, zwykle bowiem korzystają z inspiracji historycznych bardzo schematycznie. Na szczęście Piotr Adamczyk nie popełnia takich błędów. „Ferma blond” to interesująca powieść z kręgu literatury środka, dla której punktem odniesienia jest historia ośrodków Lebensbornu. Autor nie po raz pierwszy próbuje w popularny sposób pokazać dramat wynikający z wpływu Wielkiej Historii na życie zwyczajnego człowieka, a w tym wypadku czyni to w sposób bardzo udany. Pisarz nie ukrywa, że korzystał ze źródeł historycznych i literatury faktu, bibliografię umieszcza zresztą na końcu książki. Obok bohaterów fikcyjnych pojawiają się tutaj postaci historyczne – te, dzięki którym można pokazać rodzenie się faszyzmu, niszczenie dzieł sztuki, dyscyplinowanie twórców i intelektualistów oraz funkcjonowanie ośrodków Lebensbornu. Adamczyk akcentuje swoje szczególnie zainteresowanie tematem, przypominając, że tak naprawdę problematyka ta ciągle domaga się dopowiedzenia, uzupełnienia i ujawnienia. W „Fermie blond” stara się więc z jednej strony zrekonstruować proces stopniowego pochłaniania człowieka przez fanatyzm i faszyzm, z drugiej odsłonić naiwność tych, którzy sądzili, że zdołają ochronić prywatność przed zakusami państwa hitlerowskiego. Korzysta ze sprawdzonego motywu kompozycyjnego, a mianowicie odnalezionych z przeszłości zapisków. To dzięki nim udaje się zrekonstruować losy pewnej naiwnej dziewczyny, która niespodziewanie znajduje się blisko ważnych dla Trzeciej Rzeszy wydarzeń i otrzymuje przyspieszoną lekcję dorastania. Historia owej młodej kobiety będzie pretekstem do znalezienia ważnych odpowiedzi na pytania istotne z punktu widzenia współczesności. Wspominałam już o tym, że napisanie dobrej powieści środka na taki temat przy jednoczesnym uniknięciu zagrożeń wynikających z koniecznego uproszczenia i chęci nadania rozrywkowego charakteru nie jest łatwe. Potwierdzeniem może być na przykład także nawiązująca historii Lebensbornu powieść Nicolasa d'Estienne’a d'Orvesa „Sieroty zła” – wyjątkowo nieudana i tendencyjna. Adamczykowi udaje się uniknąć i powtórzenia, na które był narażony z racji wybrania takiego tematu, i sensacyjności, tak częstej przy podobnej problematyce, i melodramatyczności, o którą także łatwo w tego typu historiach. Warto.

Piotr Adamczyk, Ferma blond, Wyd. Agora, Warszawa 2018.

[przeczytana jako e-book na czytniku PocketBook Touch HD2 Ruby Red]

sobota, 19 maja 2018

Pomyłka (W. Chmielarz, Żmijowisko)

„Żmijowisko” to chyba najsłabsza książka Wojciecha Chmielarza. Autor zdecydował się na sięgnięcie po zgrany w kryminałach motyw. Tłem dla toczących się wydarzeń są wynajmowane na wakacje domki w bliskim sąsiedztwie jeziora i lasu, do których przyjeżdża grupa przyjaciół znających się jeszcze z czasów studenckich. Obecnie są starsi, mają rodziny, pokonują trudności związane z wychowywaniem dzieci. Po latach tak naprawdę więcej ich dzieli, niż łączy. Kiedy znika nastoletnia córka jednej z par, pojawiają się problemy. Skrywane dotychczas emocje zaczynają rządzić, a odpowiedź na pytanie, co stało się z dziewczyną, cały czas pozostaje tajemnicą. Tak wyeksploatowany literacko motyw wymaga pomysłowości i oryginalności. Widać, że pisarz próbuje coś z tym zrobić, wprowadzając wątek rasizmu, tabloidowości mediów czy demoniczności jednej z młodych bohaterek, jednak niewiele z owych zabiegów wynika. W efekcie trudno mówić w przypadku tej książki o napięciu towarzyszącym zwykle lekturze thrillera. Mamy raczej do czynienia z powieścią obyczajową, bardzo przeciętną, by nie powiedzieć – słabą. Nie warto.


Wojciech Chmielarz, Żmijowisko, Wyd. Marginesy, Warszawa 2018.

piątek, 18 maja 2018

Moment (W. Pieniążek, To, co zostaje)

Książka Wojciecha Pieniążka to debiut, chciałoby się powiedzieć, w starym stylu. Dobrym stylu, dodajmy. Autor proponuje czytelnikowi prozę niespieszną, skupioną, pozbawioną koncepcyjnych błyskotek, unikającą eksperymentów, stawiającą na (auto)refleksję tego, kto do czytelnika mówi. „To, co zostaje” składa się z dwóch minipowieści, może nawet nowel, w których nieuchronność tego, co się zdarzyło i zdarzy stanowi motyw wiodący. Pieniążka interesuje moment, chwila, błysk, ta sytuacja, w której niespodziewanie odkrywamy rodzaj ujawnionej prawdy i doznajemy olśnienia. W obu opowiedzianych historiach wyeksponowane zostaje przemijanie, odchodzenie, konieczność mierzenia się z tym, czego nie da się zmienić, wreszcie świadomość, która wcale nie ratuje, że pewne wydarzenia można było przewidzieć i trzeba było się na nie zgodzić. „Pompes funèbres” to tekst mniej ciekawy od „Porucznika Golicyna”. W delikatnym stylizowaniu na czasy nieco dawniejsze Pieniążek sprawdza się lepiej od umocowania we współczesności. Trudno jednak „Temu, co zostaje” odmówić pewnego uroku, zawierającego się przede wszystkim w owej powolności, ukierunkowującej odbiorcę na namysł o sprawach ważnych i mniej ważnych, jednak zwykle kluczowych dla tego, co nazwalibyśmy pamięcią chwili.


Wojciech Pieniążek, To, co zostaje, Wyd. JanKa, Pruszków 2018.

niedziela, 13 maja 2018

Samotność (M. Tsitas, Bóg mi świadkiem)

Tsitas idzie na łatwiznę i nie inwestuje w sympatię czytelnika. Proponuje bowiem opowieść o bohaterze, który nie budzi pozytywnych emocji lub, tak to ujmijmy, wywołuje co najmniej mieszane reakcje. Taki zabieg zwykle jest ryzykowny, bo odbiorcy wolą postaci, z którymi w jakiś sposób mogą się utożsamić. Antypatyczny Chrisowalandis raczej takiej szansy nie daje. Tsitas opowiada jednak o nim w taki sposób, że powieść tę czyta się nie tylko z dużym zainteresowaniem, ale i zaangażowaniem. Gdzieś w tle towarzyszy bowiem pytanie: czy historia ta faktycznie jest tylko o nieudaczniku, któremu się wydaje, że jest doskonały, czy może o kimś, kto tak naprawdę ma w sobie nieco pokory i jest w stanie dostrzec w innych coś pozytywnego. Autorowi udaje się więc wciągnąć czytelnika w grę, polegającą na nieustannym zderzaniu rzeczywistości z naiwnymi nieco oczekiwaniami. Bo ostatecznie Chrisowalandis wcale nie próbuje się zmienić, chętnie krytykuje wszystkich dookoła, łatwo ocenia swoich współpracowników, z pogardą wypowiada się o kobietach, będąc przekonanym o nadzwyczajności swojej wątłej męskości. Jest samotny, ale czy nie dzieje się tak trochę na własne życzenie? I czy bohater potrafi wyjść z impasu, w którym funkcjonuje, nie chcąc widzieć nic więcej poza czubkiem własnego nosa? Tsitas nie daje łatwych odpowiedzi. Zderza czytelnika z samotnością bohatera, odsłaniając niejednoznaczność sytuacji, w której mężczyzna się znajduje. Dzięki temu odkrywamy różne oblicza wykluczenia i dostrzegamy nieoczywistość wpisaną w (auto)kreację. Intrygujące.


Makis Tsitas, Bóg mi świadkiem, przeł. przeł. Michał Bzinkowski, Wyd. Książkowe Klimaty, Wrocław 2018.

piątek, 11 maja 2018

Rozterki codzienności (K. Sandberg, Być rodziną)

„Być rodziną” to druga część sagi o Maj – to ona jest główną bohaterką, ale i sagi o kobiecości, a raczej o możliwości renegocjowania jej kształtu. Choć pozornie mamy do czynienia z opowieścią bardzo tradycyjną, to jednak tkwi w niej bardzo nowoczesne przesłanie. Sandberg pisze bowiem o tym, jak role żony i matki stwarzają kobietę, ale i ją niszczą. Autorka koncentruje się na codzienności – tej żmudnej, powtarzalnej, niedostrzeganej i niedocenianej. Emocje Maj pozostają często niewypowiedziane, a jednak myśli, które ją zajmują, dotyczą spraw kluczowych związanych z definiowaniem swojego miejsca w społeczeństwie, opisywaniem sprzecznych uczuć do męża, godzeniem się z nie zawsze idealnym podejściem do dziecka, a potem dzieci. Można by więc powiedzieć, że „Być rodziną” to historia codziennego przeżywania i akceptowania na nowo tego, co Jolanta Brach-Czaina, nazywa krzątactwem i metafizyką ścierek. Gdzieś w tle cały czas jest obecny również inny postulat feministyczny, a mianowicie potrzeba posiadania własnego pokoju, o którym pisała Virginia Woolf. Maj co prawda nie jest artystką, jednak jej codzienność naznaczona jest kluczowym problemem, z którym nie umie sobie poradzić. Czasami chciałaby być sama – bez męża i jego zmagań z nałogiem, bez marudzących i domagających się uwagi dzieci, bez znajomych, którzy oceniają i porównują. Własny pokój w tym kontekście były wołaniem o podmiotowość, o czas i miejsce, w którym Maj mogłaby odsunąć role matki i żony, zastanawiając się nad tym, kim tak naprawdę jest. Druga część sagi jest równie dobra jak pierwsza, opatrzona tytułem „Urodzić dziecko”. Jest w niej dużo więcej mroku w porównaniu z odsłoną pierwszą. Widać więc, że Sandberg konsekwentnie bardzo mocno unika fałszywej, lukrowanej wizji zwyczajności. „Być rodziną” jest kontynuacją odsłaniającą gorzki smak rodzinnego życia, gorzki, ale arcyciekawy.


Kristina Sandberg, Być rodziną, przeł. Elżbieta Frątczak, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2018.

[przeczytana jako e-book na czytniku PocketBook Touch HD2 Ruby Red]

czwartek, 10 maja 2018

Władza nazywania (A. Haska, Hańba! Opowieści o polskiej zdradzie)

Agnieszka Haska pisze znakomicie. Czyta się tę książkę bardzo dobrze, daleko jej do hermetycznej narracji niektórych diagnoz socjologiczno-kulturoznawczych. Lekkość stylu nie unieważnia istoty opowieści, a są to, chciałoby się powiedzieć, sprawy fundamentalne. Autorkę interesuje bowiem proces wykluczania ze społeczeństwa niektórych grup i osób poprzez zakwalifikowanie ich do zdrajców. Ten, kto nazywa i kto definiuje zasady stygmatyzowania, zwykle ma władzę. Mamy więc do czynienia z opowieścią o hierarchiczności społeczeństwa, której podstawy mają źródło w ideologii, światopoglądzie, umiejętności przekonania innych do słuszności swoich poglądów. Agnieszka Haska rekonstruuje więc w pewnym sensie wojnę idei, której konsekwencje wiążą się z całkiem realnym wpływem na cudze życiorysy. Na plan pierwszy w rozważaniach autorki wysuwa się okres okupacji i działania Państwa Podziemnego. Niezwykle interesujące są fragmenty dotyczące kobiecej prasy tego okresu, która to za pomocą przyjętej perspektywy walki z hitlerowskim najeźdźcą definiowała reguły postępowania kobiet w sposób, który znakomicie oddaje schemat dyscyplinowania opierający się na kontroli seksualności. Agnieszka Haska, wykazując się dużą znajomością historii, umie opowiadać w pasjonujący sposób i potrafi pokazać zależności między tym, co było, a tym, co się dzieje współcześnie. W efekcie otrzymujemy publikację arcyciekawą, dzięki której odkrywamy, że słownictwo na co dzień używane nigdy nie było niewinne, a dzisiejsze reguły funkcjonowania życia społecznego skazują nas na powielanie schematów sprzed lat. Walka o język za pomocą języka dzieje się na naszych oczach, my też w niej uczestniczymy, choć nie zawsze mamy szansę zająć w tym sporze pozycję uprzywilejowaną. Haska udowadnia, że za sprawą używanych słów zmienić się może świat wokół nas. Nie jest więc czymś nieważnym to, kto nazywa innych zdrajcami i kto wierzy, że zdrada się dokonała. Lektura obowiązkowa.


Agnieszka Haska, Hańba! Opowieści o polskiej zdradzie, Wyd. W.A.B., Warszawa 2018.

wtorek, 8 maja 2018

(Nie)powtarzalność (M. Caparrós, Księżyc od nowiu do nowiu. Dziennik hiperpodróży)

Autor decyduje się na ciekawą w sensie koncepcyjnym narrację patchworkową. Z jednej strony dystansuje się od gatunku reportażu, stwierdzając, że to tylko dziennik. Z drugiej kładzie nacisk na ograniczenia formalne narzucone mu przez zleceniodawcę – ma napisać cykl reportaży dla ONZ, obrazujących przeżycia migrantów. Powinien być niewidoczny w tekście, ale w książce jego obecność jest mocno zaakcentowana i zapowiada wplecione w opowieść reportaże biograficzne. Autor, wspominając o tym, że pisze na zamówienie, sugeruje pewnego rodzaju dwuznaczność sytuacji. Ma się dostosować do oczekiwań zleceniodawcy, a te choć nie sprowadzają się do wpływu merytorycznego, to jednak formalnie wiążą się z pewnymi ograniczeniami tak charakterystycznego dla Caparrósa stylu. Reporter, usuwając się w cień w portretach swoich bohaterów, nie ukrywa swoich uczuć, emocji, poetyckich spostrzeżeń i oskarżycielskich tez w pozostałych partiach tekstu. Reportaże na temat tych, którzy opuścili swój świat, by rozpocząć nowe życie w innej rzeczywistości, wyróżnione zostały kursywą. Choć każda z historii jest szczególna i dotyczy konkretnego człowieka, to jednak ma w sobie pewną powtarzalność. Wielkie dramaty i wielkie cierpienie mają to do siebie, że często są anonimowe i dotyczą wielu ludzi. Caparrós kładzie nacisk na ów paradoks obojętności – nie może przedstawić dwóch historii z tego samego rejonu, a przecież obie zasługują na uwagę i reakcję. Autor nie unika również prowokacyjnych spostrzeżeń. Dzieje się tak na przykład wtedy, gdy sugeruje, że spojrzenie kolonizatora zdobywcy i posiadacza daje złudzenie władzy i przyjemności, z których nie trzeba się tłumaczyć. Zmusza więc czytelnika do zmierzenia się ze stereotypami, uprzedzeniami i historyczną winą. Warto.


Martín Caparrós, Księżyc od nowiu do nowiu. Dziennik hiperpodróży, przeł. Marta Szafrańska-Brandt, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.

niedziela, 6 maja 2018

Zwyczajność dziwności (O. Tokarczuk, Opowiadania bizarne)

„Opowiadania bizarne” to przykład deklaratywnego zwrotu w kierunku sojuszu dziwności i zwyczajności, który przecież w twórczości Olgi Tokarczuk był obecny właściwie od początku. Wystarczy wspomnieć chociażby „E.E.”, „Prawiek i inne czasy”, „Dom dzienny, dom nocny” czy „Ostatnie historie”. Otwarcie się na to, co niespodziewane, przyjęcie z całym dobrodziejstwem inwentarza tego, co ma miejsce, wreszcie akceptacja dla zaskakującego i niezrozumiałego to motywy chętnie przez autorkę eksplorowane. Oczywiście, w różnym stopniu intensywności, jednak „Opowiadania bizarne” jestem skłonna traktować jako przejaw twórczej konsekwencji i artystycznego projektu, który pod pozorem czegoś nie zawsze serio, tak naprawdę stawia pytania ważne i fundamentalne. Dziwność, absurdalność, fascynująca obcość niezrozumiałego – temu wszystkiemu towarzyszy kluczowa kwestia związana ze świadomością ograniczeń towarzyszących definiowaniu tożsamości, czyli pytanie o to, ile tak naprawdę wiemy o sobie, o innych i o świecie, który nas otacza. W opowiadaniach zamieszczonych w tomie dziwność pojawia się czasami jako coś, co jest częścią naszego postrzegania („Pasażer”, „Szwy”), innym razem jako fragment świata, który choć bliski, pozostał obcy i dopiero po swoim końcu zaczyna przemawiać („Przetwory”), bywa również doświadczeniem zanurzenia się w rzeczywistość, która wydaje się czymś między snem a jawą („Zielone dzieci”), staje się tajemnicą przedziwnego połączenia troski i bezduszności oraz czułości i obojętności („Wizyta”, „Kalendarz ludzkich świąt”), okazuje się doświadczeniem ogromnej samotności w tłumie, który człowieka odartego z rozpoznawczej sygnatury informującej o pełnionej roli społecznej chętnie odcina od wspólnoty („Prawdziwa historia”), zamienia się w ożywczą moc zadawania pytań, formułowania ich na nowo, ale i rozczarowujące odkrycie, że odpowiedzi nie zawsze są możliwe („Serce”, „Góra Wszystkich Świętych”), zmusza wreszcie do rozważania kwestii ostatecznych i rodzi złudzenie możliwości wyobrażenia sobie alternatywnych wersji odejścia („Transfugium”). Bardzo dobre.


Olga Tokarczuk, Opowiadania bizarne, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.

sobota, 5 maja 2018

Przeszłość powraca (K. Puzyńska, Nora)

„Nora” to dziewiąta część serii o policjantach z Lipowa. Katarzyna Puzyńska trzyma poziom. Warto ten fakt docenić, bo w przypadku wielu autorów kryminałów w miarę publikowania kolejnych odsłon cyklu można odnotować tendencję spadkową. Oczywiście, jeśli wiarygodność opowiadanych historii traktować będziemy literalnie, łatwo unieważnić i te powieści, bo przecież trudno uwierzyć w tak dużą ilość zbrodni na tak małym obszarze. Byłaby to jednak złośliwość. Powieści kryminalne dziejące się prowincji z założenia wymagają pewnej umowności, jeśli chodzi o prawdopodobieństwo. Puzyńska jest tego świadoma. W bardzo udany sposób wykorzystuje konwencję i rozgrywa ją w taki sposób, by wymyślić rzeczywistość rozpoznawalną, charakterystyczną, a jednocześnie trzymającą w napięciu. Równolegle poznajemy prywatne losy bohaterów oraz efekty śledztwa. To ostatnie jest dość skomplikowane: kilka trupów pozornie niemających ze sobą nic wspólnego oraz tajemnica z przeszłości. Autorka ciekawie uzasadnia ewolucję postaw postaci, które odgrywają pierwszoplanowe role. W efekcie ci, którzy wydawali się dość dobrze znani, potrafią zaskoczyć. Przemiana bohaterów bywa intrygująca – ci, którzy budzili sympatię, okazują się antypatyczni, ci zaś, którzy popełniali błędy, potrafią zadziwić swoimi wyborami. W niedużej miejscowości wielkie emocje zderzają się z mniejszymi i większymi problemami, a próba zachowania pozorów i triumfująca hipokryzja stają się przeciwnikami prawdy, która w końcu wychodzi na jaw.

Katarzyna Puzyńska, Nora, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2018.

[przeczytana jako e-book na czytniku PocketBook Touch HD2 Ruby Red]

piątek, 4 maja 2018

Żyć z cierpieniem (S. Barbezat, Frida Kahlo prywatnie)

Biograficzna opowieść Barbezat nie wnosi wielu nowych szczegółów do biografii Fridy Kahlo. Ci zatem, którzy znają losy malarki i potraktują tę książkę jako potencjalne źródło informacji, mogą być rozczarowani. Jeśli jednak zaakceptujemy fakt pojawiania się kolejnych publikacji o partnerce Diega Rivery, uznawszy za oczywiste zainteresowanie okazywane tak barwnemu życiorysowi, to lektura ta z pewnością nie będzie czasem straconym. Barbezat porządkuje kolejne wydarzenia w biografii Fridy Kahlo, akcentuje przemiany społeczne, które miały wpływ na losy artystów, dobrze wydobywa skomplikowanie związku Kahlo i Rivery, wreszcie nie traci z oczu cierpienia ciała oraz aktywności twórczej. Wielkim atutem książki jest jej albumowy charakter. Większy format, kredowy papier, reprodukcje prac artystki oraz zdjęcie dokumentujące jej życie dobrze komponują się z opowieścią i są sensownie zaplanowane. Szkoda tylko, że autorka nie rozwinęła bardziej ostatniego rozdziału, w którym pojawia się teza o traktowaniu Fridy Kahlo jako inspiracji. Poszerzenie tej refleksji byłoby dobrym kontekstem dla zaakcentowanej trwałości tego, co udało się artystce stworzyć.

Suzanne Barbezat, Frida Kahlo prywatnie, przeł. Anna Basara, Wyd. Marginesy, Warszawa 2017.

czwartek, 3 maja 2018

Doświadczenie graniczne (S. Lebiediew, Granica zapomnienia)

Siergiej Lebiediew to kolejny pisarz młodego pokolenia – rocznik 1981, który udowadnia, że rosyjska współczesna proza ma się doskonale. „Granica zapomnienia” to znakomite nawiązanie do tradycji tej literatury, która poruszała temat niszczenia człowieka w sowieckich łagrach, ale jednocześnie bardzo udana próba pokazania ciągłości dziedziczenia i konieczności mierzenia się z przeszłością. Relacja wysuwająca się na plan pierwszy to więź łącząca chłopca, potem mężczyznę, z przybranym dziadkiem. Bohater i narrator w jednym próbuje nie tylko zrozumieć siebie, ale i odkryć tajemnicę, jaka – jest o tym przekonany – kryje się w biografii tego, który okazał mu wiele troski, ale i próbował go sobie podporządkować. Drugi Dziadek, bo tak nazywany jest staruszek, okazuje się osobą, dzięki której możemy doświadczyć grozy wpisanej w życiorys tzw. ludzi radzieckich. Narrator dotrze do miejsc, które ukształtowały mężczyznę, zmierzy się z wiedzą o doświadczeniach mrocznych i przeżyciach trudnych do zrozumienia, odkryje, że dobro i zło może być wpisane w działanie tego samego człowieka, zada pytania o symbolikę słów, milczenia, ślepoty i widzenia. Kwestie postrzegania i nazywania będą zresztą kluczowe dla tej opowieści. To dzięki słowom i za sprawą wzroku pewne rzeczy się wydarzą lub uda im się zapobiec. Pytanie o możliwość zapomnienia, o pamiętanie, którego nie da się tak po prostu wyrzec, o próbę odwrócenia się od przeszłości poprzez poddanie się sile oddziaływania teraźniejszości będą istotne, jeśli nie najważniejsze. Lektura obowiązkowa.


Siergiej Lebiediew, Granica zapomnienia, przeł. Grzegorz Szymczak, Wyd. Claroscuro, Warszawa 2018.

środa, 2 maja 2018

E-czytanie

Doceniam praktyczny aspekt e-czytania. Czytnik zawsze pod ręką – w podróży, w komunikacji miejskiej, w poczekalni do lekarza, kiedy na kogoś czekam, a ten ktoś się spóźnia – to niewątpliwy atut. Nie przemawia do mnie argument o zapachu papieru, którego nie ma w przypadku formy elektronicznej. ;) Czytanie e-booków nie wiąże się z rezygnacją z lektury książki tradycyjnej. Jakiś czas temu zepsuł się mój wiernie służący kilka lat sprzęt. Nie ukrywam, że był wyjątkowo prosty w obsłudze i nie oferował pewnych udogodnień, które dzisiaj są normą. Przyszedł czas na zmiany. Dzięki uprzejmości Pocketbook sprawdzam model Touch HD2 Ruby Red. Moje użytkowanie czytnika można określić jako intensywne. Za jakiś czas napiszę więc o tym, co szczególnie mi się spodobało w tym przejściu na wyższy stopień wtajemniczenia. J Funkcje, które mnie interesują najbardziej, to podświetlany ekran i możliwość regulacji stopnia naświetlenia, matowy ekran, który nie odbija promieni słonecznych, możliwość robienia notatek, funkcja Text-to-Speech, która pozwala na odsłuchiwanie e-booka oraz wybranie preferowanego głosu lektora lub lektorki, możliwość spersonalizowania widoku ekranu poprzez dobór czcionki, jej wielkości, rozstawu interlinii itp., wbudowane wi-fi, możliwość decydowania o sposobie zmieniania stron – albo za pomocą ekranu dotykowego, albo przycisków funkcyjnych. Atrakcyjny jest wygląd sprzętu – podoba mi się odejście od kolory czarnego na rzecz ciemnej czerwieni. Sprawdzam i używam – w codziennym, częstym korzystaniu najlepiej ujawniają się wady i zalety tego typu sprzętu.





poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Triumfujące zło (G. Tallent, Moja Najdroższa)

Gabriel Tallent w swojej debiutanckiej powieści gra na najwyższych emocjonalnych rejestrach. Łatwo wtedy się potknąć i ponieść porażkę, a jednak autorowi udaje się uniknąć wszelkich mielizn. Proponuje czytelnikom powieść mocną, poruszającą, znakomicie rekonstruującą proces niszczenia jednego człowieka przez drugiego. Autor nie tylko opisuje stan uzależnienia, jaki łączy ojca i córkę, ale również dba cały czas o to, by forma współgrała z treścią. Mamy więc do czynienia z książką przemyślaną. Kompozycyjnie opowieść ta opiera się na zderzeniu dwóch światów – tego odizolowanego, opartego na chorej miłości, związanego z tresowaniem dziecka i kształtowaniem go na własne podobieństwo, i tego otwartego, pełnego innych ludzi, zmuszającego do nawiązywania relacji. Oba światy są światami troski, okazywanej jednak w inny sposób. Dom, w którym mieszka Martin ze swoją dorastającą córką Julią vel Turtle, jest tak naprawdę więzieniem. Ojciec robi wszystko, by uzależnić dziewczynkę od siebie, zarówno pod względem emocjonalnym, jak i fizycznym. Przemoc seksualna wiąże się tutaj z przemocą psychiczną, a Tallentowi udaje się pokazać przerażający proces tworzenia mentalności ofiary. Martin doprowadza do takiej sytuacji, że Turtle nie zna innej codzienności, w efekcie wszystko to, co tak naprawdę jest patologiczne, uznaje za normalne. Dopiero kiedy symboliczny mur stworzony przez ojca zaczyna się kruszyć, bohaterka odkrywa, że można żyć inaczej i że są ludzie, którym też na niej zależy. Najbardziej poruszające momenty powieści to sceny, w których Turtle w kontakcie z osobami spoza jej codziennego świata, rozpaczliwie odczuwa potrzebę uzyskania pomocy, ale ukrywa ją i wyrzeka się jej, zachowując się tak, jak nauczył ją ojciec. Będąc ofiarą powiela więc zachowania swojego oprawcy. Lektura obowiązkowa.


Gabriel Tallent, Moja Najdroższa, przeł. Dariusz Żukowski, Wyd. Agora, Warszawa 2018.

niedziela, 22 kwietnia 2018

Czy tylko absurd? (I. Myšková, Białe zwierzęta są bardzo często głuche)

Ivana Myšková proponuje czytelnikom zbiór opowiadań. Nie dosyć, że gatunek to mało popularny, to jeszcze historie opowiadane przez autorkę oparte są na absurdzie zderzonym z codziennością. Mogłoby się więc wydawać, że proza tego typu raczej nie ma szansy na literacki sukces. Nic bardziej mylnego. Opowiadania Myškovej okazują się wyjątkowo świeże, zabawne, ale i bogate w sensy, lekkie, tak można by stwierdzić, ale i mocne, dające do myślenia. Zderzanie tego, co śmieszne, z tym, co poważne, oraz tego, co zwykłe i przeciętne, z czymś, co burzy wcześniej ustalony porządek, to jedna z praktyk, która w literaturze czeskiej sprawdza się szczególnie. Znakomicie to widać na przykład w otwierającym tom opowiadaniu „Zasłona” lub w opowiadaniach „Zapach domu”, „Niebezpieczeństwa czyhające na drogach dojazdowych” czy „Hostel”. Niskie miesza się tutaj z wysokim, absurdalne z problematyką jak najbardziej serio, siermiężne z wielkim i wzniosłym. Talent autorki widać nie tylko w opowiadaniach dłuższych, ale i tych, którym bliżej do impresji – krótkich, ale zawsze celnych. Codzienność zostaje tutaj pokazana w specyficzny sposób. Dziwność, stanowiąca jej część, przychodzi do człowieka nie z zewnątrz, ale od środka. W pewnym więc sensie, tak sugeruje autorka, za wszelkie aberracje pojawiające się w naszej rzeczywistości, odpowiadamy sami i sami je generujemy. Do uważnego czytania.


Ivana Myšková, Białe zwierzęta są bardzo często głuche, przeł. Elżbieta Zimna, Wyd. Dowody na Istnienie, Warszawa 2018.

sobota, 21 kwietnia 2018

Być człowiekiem (H. Jordan, Błoto)

Debiutancka powieść Hillary Jordan to intrygujący przykład literatury, próbującej połączyć to, co problemowo istotne, z jednoczesną atrakcyjnością przekazu. Można by więc powiedzieć, że mamy w ty przypadku do czynienia ze wzorcowym przykładem literatury środka. Jordan decyduje się na narrację wielogłosową. Poszczególne rozdziały to opowieść z perspektywy najważniejszych bohaterów tej historii. Kompozycyjnie utwór Jordan jest precyzyjnie zaplanowany, a metafora tytułowego błota jako czegoś, co dosłownie oblepia ludzi na farmie podczas codziennej pracy, w deszczu, podczas kopania grobu, ale i metaforycznie niszczy ich życie, staje się bogatym w znaczenia odniesieniem. Nieco nieprzemyślany jest ostatni rozdział – nazbyt patetyczny, niepotrzebnie stawiający pewne rzeczy wprost, bliski manifestu. Dużo lepiej powieść wybrzmiałaby w finale, gdyby zakończono ją na przedostatniej części, będącej wypowiedzią Laury. To zresztą właśnie ona jest jedną z najważniejszych postaci powieści. Przechodzi wielką przemianę z kobiety zahukanej, niepewnej, z niskim poczuciem własnej wartości w osobę zmuszoną do stawiania czoła przeciwnościom pojawiającym się każdego dnia na farmie. Laura odkrywa w sobie wewnętrzną siłę, ale też będzie musiała zmierzyć się z dramatycznymi wydarzeniami, w które wplącze się jej rodzina. Jordan buduje swoją opowieść wokół trzech ważnych wątków: rasizmu Południa, emancypacyjnego wymiaru wojny, zrównującej walczących w Europie białych i czarnych Amerykanów, przyzwyczajenia, z którego rodzi się miłość, a na jej marginesie wielka namiętność. Na szczęście autorka nie idzie w kierunku romansu i równoważy wspomniane motywy w sposób wyjątkowo udany. W powieści bardzo ważną kwestią okazuje się zaniechanie i konieczność dokonywania wyborów, z których każdy ostatecznie ma tragiczne konsekwencje. Warto.


Hillary Jordan, Błoto, przeł. Adriana Sokołowska-Ostapko, Wyd. Otwarte, Kraków 2018.

piątek, 20 kwietnia 2018

Szukanie siebie z przeszłości (A.F. Harrold, Przyjaciel z szafy, ilustracje: E. Gravett)

„Przyjaciel z szafy” to książka adresowana do dzieci, jednak jej odbiorcą może stać się również dorosły. Autor z jednej strony proponuje opowieść o skomplikowanej przyjaźni i zobowiązaniach z niej wynikających, z drugiej stawia istotne pytania o tożsamość oraz pamięć i zapomnienie. Skutki dorastania, wyraźnie zasugerowane przez pisarza, wiążą się bowiem z odcięciem się od rzeczy niegdyś najważniejszych. Oddalamy się od siebie z dzieciństwa, a to, co wydawało się niemożliwe do zapomnienia, po latach okazuje się trudne do przypomnienia. Harrold zmusza do zmierzenia się z pytaniami ważnymi, ale i niekiedy ostatecznymi w swoim wymiarze. Bardzo mocno zostaje tutaj zaakcentowana siła wyobraźni i rola, jaką wyobraźnia pełni w życiu dziecka. Pojawia się kwestia reakcji rodziców na wyimaginowanych przyjaciół ich dzieci oraz to, jak potrzebna jest reakcja wspierająca, rozumiejąca, odcinająca się od racjonalności. Gdzieś w tle obecne jest także pytanie o znikanie osób ważnych z naszego życia. Harrold co prawda opowiada o przyjaciołach, który widzi tylko osoba mająca wielką wyobraźnię, jednak pośrednio historia ta może przygotowywać do mierzenia się z ostatecznością całkiem realną. W pewnym bowiem sensie ma podobne przesłanie jak „Bracia Lwie Serce” Astrid Lindgren. Opowieść o przyjaźni, tak to ujmijmy, między podziałami, bo więź rodzi się między ludzkim dzieckiem a kimś lub czymś wyobrażonym, może również uczyć akceptacji dla inności, obcości oraz podsycać pozytywnie pojmowane zaciekawienie kimś, kto się od nas różni. A że wszystko to utrzymane jest w bardzo dobrym stylu, z odpowiednią dramaturgią i emocjonalnym napięciem, to „Przyjaciela z szafy” można tylko polecić – tym małym i tym dużym czytelnikom.


A.F. Harrold, Przyjaciel z szafy, ilustracje: Emily Gravett, przeł. Maria Jaszczurowska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.

czwartek, 19 kwietnia 2018

Opowieść o (nie)istnieniu (J. Leociak, Biografie ulic. O żydowskich ulicach Warszawy: od narodzin po Zagładę)

Książka Jacka Leociaka powinna stać się lekturą obowiązkową nie tylko dla tych, których interesuje kwestia miejsc pamięci, topografia przeszłości powiązanej z przywoływaniem ludzi i zdarzeń, tematyka Zagłady, losy Warszawy i jej mieszkańców, ale i – a może przede wszystkim – człowiek i przestrzeń, która staje się częścią jego życia. Lista potencjalnych adresatów może być długa. Autorowi udaje się pokazać, jak ważne jest pamiętanie tego, po czym czasami nie zostaje żaden ślad, jak istotne jest utożsamianie się z historią tych, którzy odeszli, i jak niezbędne jest szukanie pozostałości tego, co świadomie i z premedytacją zostało pieczołowicie wymazane. Leociak łączy w swojej aktywności badawczej dwie niezwykle istotne perspektywy – jest znawcą tematu, erudytą, naukowcem, który ma ogromną wiedzę z różnych dziedzin, ale i nie przestaje być człowiekiem wrażliwym na cierpienie, kimś, kto rozumie ostateczność wynikającą z zapomnienia i kto nie waha się mówić głośno o naszej wspólnej odpowiedzialności za pamięć. „Biografie ulic” doskonale wpisują się w nurt pisarstwa zaangażowanego, nieobojętnego na wykluczonych, nieodwracającego się od tych, którzy zostali zmuszeni do milczenia. Leociak zaznacza zresztą we wstępie związek swoich historycznych esejów z nową humanistyką. W opowieściach autora pojawia się arcyciekawe połączenie rekonstrukcji historii poszczególnych ulic, zaznaczenia i zdefiniowania ich szczególności i cech charakterystycznych z gotowością oddania atmosfery miejsca i tego, co działo się między ludźmi. Momentem zwrotnym dla historii każdego z opisywanych miejsc jest okres funkcjonowania w ramach getta i późniejszego zniszczenia. Nie bez powodu w podtytule książki mamy zasygnalizowany znaczący początek i koniec – moment założycielski i dokonującą się na oczach innych Zagładę całego mikroświata: ulic, historii i ludzi. Leociak odwołuje się i do dokumentów, i do świadectw mówionych oraz spisanych, i do tekstów literackich. W efekcie ów niemożliwy do opisania świat ożywa, zostaje przywołany i pozostaje wśród nas. Autor stara się zresztą delikatnie, ale i dobitnie zasugerować, że pamiętanie to również, tak to ujmijmy, widzenie i odczuwanie przeszłości. Chodzenie po dawnych żydowskich ulicach Warszawy lub po miejscach, w których kiedyś się znajdowały, wiąże się zatem z zobowiązaniem. Nie jest obojętne i bez znaczenia. To dzięki pamięci i przeciwstawieniu się zapomnieniu granice częściowo mogą zostać zniesione. A granic tych było wiele: mur oddzielający getto, przesuwanie granic getta i wynikająca z tego intensyfikacja niepewności, obojętność niektórych na to, co w getcie się działo, brak śladów po tamtym świecie, przesuwanie budynków w trakcie odbudowy, burzenie kamienic, wreszcie traktowanie spalonego terenu getta jako miejsca potencjalnych zdobyczy. Jacek Leociak znakomicie niuansuje wielość postaw, etyczne uwikłanie i dramat uwiecznionych w pamięci lub na fotografiach chwil. To nimi znaczony jest ów nieistniejący, a jednak bardzo mocno zaistniały, świat. Lektura niezbędna.


Jacek Leociak, Biografie ulic. O żydowskich ulicach Warszawy: od narodzin po Zagładę, Wyd. Dom Spotkań z Historią, Warszawa 2018.

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Dopisać zakończenie (I. Michalewicz, Zbrodnie prawie doskonałe. Policyjne Archiwum X)

Reporterska książka Izy Michalewicz to przedsięwzięcie interesujące nie tylko z powodów faktograficznych. Na uwagę zasługuje również aspekt ideowy. Obok spopularyzowania wiedzy na temat pracy policyjnego Archiwum X otrzymujemy również wyraźnie zaakcentowane przesłanie konieczności upominania się o dokończenie tych historii, w których zatriumfowało zło. Reporterka pokazuje więc społeczne korzyści wynikające z pracy policjantów. Chodzi więc, oczywiście, o znalezienie i ukaranie przestępcy, ale i – a może przede wszystkim – o znalezienie odpowiedzi na pytanie, kto zabił, dlaczego to zrobił, gdzie znajduje się ciało ofiary i jaki był koniec tego, kto już nigdy nie opowie o tym, co mu się przydarzyło. Michalewicz przedstawia pracę policyjnego Archiwum X w sposób niebanalny. Rezygnuje z rekonstruowania historii śledczych na rzecz równoległego pokazywania spraw, opisywania policjantów w działaniu wydobywania na wierzch trudności, które się pojawiają, i sukcesów, które udowadniają, że nawet po wielu latach warto szukać i pytań. Oryginalnym pomysłem kompozycyjnym jest zamknięcie książki sugestią, iż opowiedziana historia nie ma zakończenia, ciągle się dzieje i dopisywane do niej będą nowe epizody. Dzięki temu zostaje również zasygnalizowany ważny aspekt pracy tych, którzy walczą ze złem. Walka ta nie ma końca, zło ciągle się odradza, a czas bywa sprzymierzeńcem i policjantów, i przestępców. Iza Michalewicz, przytaczając konkretne niewyjaśnione sprawy, skupia się zarówno na zwykłych ludziach, którzy byli ofiarami, jak i na tych, którzy należeli do osób rozpoznawalnych. W tym ostatnim przypadku przywołuje sprawę morderstwa małżeństwa Jaroszewiczów. Trochę szkoda, że w opisie tym zostały zaburzone proporcje. Rozdział ten zajmuje zbyt dużo miejsca w książce, a sama sprawa była wcześniej dość dokładnie opisana. Pojawiają się również wątpliwości dotyczące języka opisu. Autorka niepotrzebnie w niektórych miejscach postanawia zbeletryzować swój opis, w efekcie natykamy się na takie niezręczności, jak przytulające się do siebie garnki i słoik (s. 82), maki przerywające zieleń pól jak refren piosenki (s. 160), zamieszkujące (sic!) dom antyki, kwiaty i książki (s. 210), mieszkający w synu ojciec jak niespokojny duch (s. 287), zakwitająca jak kwiat kobieta (s. 313), czy słowa, w które trzeba się wsłuchać jak w echo niosące się po lesie (s. 331).

Iza Michalewicz, Zbrodnie prawie doskonałe. Policyjne Archiwum X, Wyd. Znak, Kraków 2018.

niedziela, 15 kwietnia 2018

Trudna przeszłość i zgoda na przyszłość (P. Bukalska, Anna Jakubowska ps. „Paulinka”. Szkło pod powieką)

Wywiad-rzeka z Anną Jakubowską, przeprowadzony przez Patrycję Bukalską, to lektura interesująca nie tylko w kontekście przyjętej formy, ale i tematyki. Za sprawą wyróżnienia na okładce powstańczego pseudonimu bohaterki jeszcze przed lekturą możemy się domyślić, jakie były doświadczenia opisywanej postaci. Mam na myśli, oczywiście, uproszczony obraz, jednak powstańczy epizod ma w biografii Jakubowskiej znaczeni kluczowe. Można mówić nie tylko o formacyjnym charakterze tych przeżyć, ale i pokoleniowym wymiarze tego doświadczenia. Bohaterka wywiadu opowiada z dużą czułością o tych, którzy odeszli. Nie gloryfikuje powstańczego gestu, jednak nie ukrywa, iż takie a nie inne wychowanie powodowało, iż straceńczy wymiar walki interpretowany był wówczas przez wielu niejako poza racjonalnością. Bardzo ważnym i zapadającym w pamięć wspomnieniem okazuje się konieczność pozostawienia siostry. Bohaterka książki nawet po kilkudziesięciu latach rozpamiętuje ten fakt i choć wie, że nie mogła nic wówczas zrobić, to jednak oskarża siebie o zaniechanie. Równie mocno wybrzmiewają sceny pobytu w stalinowskim więzieniu. Jakubowskiej udaje się odtworzyć paradoks tamtych czasów – ci, którzy w AK walczyli z Niemcami, zostają oskarżeni o rzekomą współpracę z nazistami. Anna Jakubowska oponuje przeciwko próbom interpretowania niektórych zachowań zgodnie ze współczesnym postrzeganiem. Jest w tym, trzeba przyznać, pewna logika, mająca swoje uzasadnienie nie tyle w owych czasach, co raczej w sposobie pamiętania tego, co ważne, a nawet fundamentalne, dla przeszłości. Istotnym przesłaniem, które zostaje wyartykułowane przez bohaterkę, jest przekonanie o tym, że należy pozytywnie patrzeć w przyszłość, nie myśleć o zemście, ale o tym, jak budować razem i współpracować. Patrcja Bukalska w rozmowie z Anną Jakubowską tworzy przyjacielską atmosferę. Czasami naciska na bohaterkę, by powiedziała coś więcej, czasami przekornie naprowadza na konieczność spojrzenia na daną sytuację z innej strony, czasami wycofuje się, gdy wie, że milczenie trzeba uszanować. Mamy tu do czynienia z wejściem w rolę przyjaznej przewodniczki lub, tak tez można to nazwać, osoby oprowadzającej po biografii lub też tej biografii za sprawa opowieści towarzyszącej. Niepotrzebne wydają się tylko krótkie impresje wprowadzające do kolejnych wątków z życia bohaterki, są momentami utrzymane w nieco sentymentalnym i pretensjonalnym tonie, trudno też znaleźć dla ich publikacji znaleźć uzasadnienie.


Patrycja Bukalska, Anna Jakubowska ps. „Paulinka, Szkło pod powieką, Wyd. Wielka Litera, Warszawa 2018.

niedziela, 8 kwietnia 2018

O władzy i wpływie na losy innych ludzi (J. Kopińska, Z nienawiści do kobiet)

Publikowane w „Dużym Formacie” reportaże Justyny Kopińskiej są zawsze wydarzeniem. Autorka decyduje się na opowiedzenie o sprawach ważnych i trudnych, upomina się o słabszych, sprawia, że głośno i mocno wybrzmiewa opowieść tych, których skazano na milczenie. Nic więc dziwnego, że czytelnicy podchodzą do tych tekstów osobiście – czują się nie tylko poruszeni, emocjonalnie się angażują, ale też zaczynają uświadamiać sobie, że dużo zależy od nich samych, od tego, czy obojętność zastąpią reakcją. Choć od opublikowania tekstów w prasie do momentu zgromadzenia ich w omawianym tomie, nie minęło dużo czasu, fakt ten wydaje się mało istotny dla rzeczywistej siły rażenia publikacji. To rzadkie, ale w tym przypadku faktycznie nie ma znaczenia to, że możemy niektóre teksty dobrze pamiętać. Umieszczone w książce zyskują nowe znaczenie, a ponowna lektura umożliwia wydobycie dodatkowych sensów. 
Niestety, w przypadku trzeciej książki reporterki zaskakiwać może nieprzemyślany i wybrany przypadkowo tytuł tomu oraz jego kompozycja. Szkoda, bo owe wpadki, będące zapewne efektem chybionego doradztwa promocyjnego, niepotrzebnie wprowadzają w błąd czytelnika i rozmywają trochę przesłanie publikacji. Tytuł „Z nienawiści do kobiet” niewiele ma wspólnego z tym, co znajdziemy w książce. Owszem, jeden z reportaży jest tak zatytułowany, jednak wiodącym tematem nie jest wcale to, co zostaje zasugerowane na okładce. Na osiem tekstów zamieszczonych w tomie bohaterką czterech jest kobieta, ale w przypadku tylko dwóch można mówić o nienawiści powiązanej bezpośrednio z płcią. Mam na myśli zapadający w pamięć, precyzyjnie rekonstruujący samotność dziewczynki i nieograniczoną władzę księdza-pedofila reportaż pt. „Ksiądz pedofil odprawia dalej” oraz przełamujący schemat postrzegania hierarchiczności w wojsku i opisujący trudno walkę o podmiotowość reportaż o molestowaniu żołnierek „Z nienawiści do kobiet”. Dwa pozostałe teksty, w których na plan pierwszy wysuwa się kobieta, zwracają uwagę na nieakceptowanie inności i wykluczenie. Mam na myśli otwierający tom reportaż o Violetcie Villas, w którym historia pieśniarki zostaje opowiedziana przez jej syna i synową („Violetta Villas: Jestem Twoją mamą”) oraz reportaż o niesłyszącej sportsmence i jej drodze do odzyskania podmiotowości („W obliczu zła”). 
Jeśli miałabym wskazać temat, który dominuje w książce, to byłaby to kwestia napiętnowania społecznej obojętności, upomnienie się o akceptację dla różnicy oraz zaakcentowanie potrzeby czujności w stosunku do zła dziejącego się w ramach obowiązującego prawa lub przyzwolenia społecznego. W przypadku Violetty Villas mamy do czynienia ze stygmatyzacją z powodu oryginalności artystki. Niewidoczność ofiary księdza pedofila uzasadniana jest tym, iż dziewczynka jest dzieckiem oraz pochodzi z patologicznej rodziny, głos takich osób nie może więc znaczyć tyle samo, co głos kapłana. Unieważnieniu podlega również protest kobiet, które pełniąc służbę w wojsku są molestowane przez swoich przełożonych. Kopińskiej udaje się odtworzyć przemoc systemową opierającą się nie tylko na sojuszu tych, którzy w hierarchii są wyżej, ale i na wzajemnym wspieraniu się mężczyzn. O inności, choć w innych odsłonach, traktują teksty „Gej Twoim bratem w Kościele”, „Ostatni klezmer” i „W obliczu zła”. Brak akceptacji wynikający z faktu wyróżniania się z otoczenia lub zwracania na siebie szczególnej uwagi to temat tych reportaży. Z kolei „Dyrektor więzienia, który chciał być więźniem” i „Ile trupów w szafach?” to historie, które pokazują, że ostatecznemu w swoim wymiarze złu można było zapobiec, gdyby tylko ci, którzy są zobowiązani do kontroli i czujności, wykazali się odpowiednią oceną sytuacji. W pewnym więc sensie mamy tu do czynienia z tekstami o dramatycznych skutkach zaniechania. Gdyby więc w tytule położono nacisk na inne kwestie – właśnie na ową samotność człowieka w zderzeniu z systemem i na stygmatyzujący wymiar odmienności, nie byłoby poczucia przypadkowości doboru tytułu. 
Tak naprawdę tom wybrzmiewałby mocno i wyraziście, gdyby zostały w nim tylko reportaże poświęcone łamaniu prawa i instytucjonalnemu uwikłaniu przestępców. Mam na myśli teksty „Ksiądz pedofil odprawia dalej”, „Z nienawiści do kobiet”, „Dyrektor więzienia, który chciał być więźniem” i „Ile mamy trupów w szafach?”. Wtedy jednak objętościowo przypominałby broszurę. Najmniej pasują do tomu reportaż o Violetcie Villas oraz reportaż pt. „Ostatni klezmer”. Zresztą w ogóle reklamowanie tomu za pomocą fragmentu tekstu o Villas jest pomyłką. Tekst ten nie poszerza wiedzy o życiu artystki i wydaje się zbyt jednostronny. Nie powinien otwierać tomu. Najważniejsze dla tej publikacji są wspomniane wcześniej reportaże, w których autorka mierzy się ze złem będącym częścią pewnej struktury społecznej i obyczajowej. Niepotrzebny wydaje się również wywiad z autorką, umieszczony na końcu książki. Miałby sens, gdyby odnosił się bezpośrednio i szczegółowo do pracy nad umieszczonymi w tomie reportażami i dopowiadałby coś, czego nie ma w tekstach. Tymczasem utrzymany jest na poziomie zbyt dużej ogólności, pewne wątki pojawiały się już w innych wywiadach, nie ma więc właściwie uzasadnienia dla umieszczenia tej rozmowy w książce. Podsumowując: kilka bardzo dobrych, mądrych i ważnych reportaży, ale tytuł książki i kompozycja tomu nieprzemyślane i przypadkowe.


Justyna Kopińska, Z nienawiści do kobiet, Wyd. Świat Książki, Warszawa 2018.

sobota, 7 kwietnia 2018

Siła i słabość mediów (A. Ostrowski, Rosja – wielkie zmyślenie. Od wolności Gorbaczowa do wojny Putina)

Książka Arkadija Ostrowskiego może być nie tylko pretekstem do dyskusji na temat współczesnej Rosji i tego, jak w ciągu ostatnich lat państwo to zmieniało się wizerunkowo i ideowo. Zasadne jest również potraktowanie tej publikacji jako inspiracji do szukania podobieństw z tym, co dzieje się w naszym kraju. Nie mam na myśli dosłownego przełożenia, chodzi raczej o wskazanie pewnych powtarzalnych reguł i stopniowe poszerzanie granic związanych z akceptowanym zakłamaniem pojawiającym się w mediach, czy – jak to akcentuje autor – w środkach masowego przekazu. Ostrowski dokonuje ciekawego prze-pisania najnowszych dziejów Rosji. Zostaje to zresztą w uproszczony sposób zasygnalizowane w podtytule. W rzeczywistości klasyfikacja tego, co działo się za rządów Gorbaczowa, i tego, co ma miejsce za Putina, jest dużo bardziej zniuansowana. Autor opowiada o tych wydarzeniach, które zazwyczaj dość dobrze pamiętamy, jednocześnie kładąc nacisk na sposób funkcjonowania rosyjskich mediów, na przemiany w owych mediach zachodzące, na zniesienie cenzury i następnie stopniowe jej wprowadzanie, wreszcie na tworzenie narracji fikcyjnej, całkowicie opartej na konfabulacji. Zwłaszcza ta ostatnia wersja opowiadania o świecie jest interesująca. Gdzieś w tle wyraźnie bowiem wybrzmiewa pytanie o to, dlaczego tak łatwo zrezygnowano z marzeń o wolności na rzecz codzienności, w której fałszywe komunikaty prowadzą tak naprawdę do wtórnego zniewolenia. Ostrowski pokazuje istnienie akceptacji świata wykreowanego, o którym wszyscy wiedzą, że jest nierzeczywisty, a jednak poddają się jego sile i są przez niego uwodzeni. W efekcie ów mroczny urok mediów wiernych nie tyle faktom, co raczej preferowanej przez władze wersji wydarzeń, odsłania historyczną ciągłość podporządkowywania społeczeństwa tym, którzy sprawują władzę.


Arkadij Ostrowski, Rosja – wielkie zmyślenie. Od wolności Gorbaczowa do wojny Putina, przeł. Maria Zawadzka, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2018.

środa, 4 kwietnia 2018

Ukrywanie się za egzotyką nie wystarczy (F. Ahrens, Koreańczycy. W pułapce doskonałości)

Czytanie „Koreańczyków” jako reportażu to pomyłka. Trudno również byłoby obronić tezę, iż mamy do czynienia z narracją eseistyczną o charakterze socjologiczno-kulturoznawczym. Nie jest to również relacja z podróży. Ahrens proponuje czytelnikom dość swobodnie spisane refleksje dotyczące swojego pobytu w Korei Południowej. Autor nie przestaje być na pierwszym planie, dzieląc się swoimi spostrzeżeniami, opisując życie prywatne i akcentując w nieco sentymentalny sposób uniesienia związane z poznaniem miłości życia i późniejszą nowiną, że zostanie ojcem. W efekcie trudno określić, czy mamy bardziej do czynienia z miejscami wyjątkowo naiwnymi zapiskami przybysza, dla którego wszystko, co nowe, jest egzotyczne, czy może owa naiwność jest zamierzona, a jej celem jest zbliżenie opowieści do stylu podręcznego przewodnika turystycznego, który ma udawać nieco ambitniejszy produkt. Owszem, relacje dotyczące koreańskiej kultury korporacyjnej są bardzo ciekawe. Szkoda jednak, że autor sprawia wrażenie osoby, która przybyła do Korei bez żadnego przygotowania. Obejmuje stanowisko kierownicze, więc jest to dość kuriozalne. W książce dominuje perspektywa zdziwionego i zaskoczonego Amerykanina-kolonizatora, dla którego podstawowe różnice kulturowe są wielkimi odkryciami. O ile w kontekście pierwszego spotkania z pracownikami i opisu koreańskiej tradycji spożywania alkoholu wypada to stosunkowo znośnie, o tyle przejawy dalszej nieporadności w tym względzie okazują się już tylko irytujące. Lektura niekonieczna.


Frank Ahrens, Koreańczycy. W pułapce doskonałości, przeł. Aleksandra Czwojdrak, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2018.

wtorek, 3 kwietnia 2018

Przetrwać mimo wszystko (S. Grzesiuk, Pięć lat kacetu)

W moim prywatnym rankingu „Pięć lat kacetu” to jedna z najważniejszych książek opowiadających o doświadczeniu obozowym. Wznowienie tej publikacji i to w wersji nieocenzurowanej, z zaznaczonymi fragmentami, które we wcześniejszych wersjach były usuwane, to ważne wydarzenie w literackim świecie. Książka należąca do kanonu, chętnie czytana i dyskutowana, a jednak trzeba ją przypominać. Przedstawiciele młodego pokolenia nie znają tej lektury, a dostępność publikacji na rynku wpływa na wzrost prawdopodobieństwa sięgnięcia po nią przez tych, którzy na sczytane, zniszczone, porozrywane egzemplarze sprzed lat raczej nawet by nie spojrzeli. Do Grzesiuka chętnie wrócą i ci, którzy czytali go przed laty. Takie powroty do lektur dobrze znanych bywają inspirujące – czasami coś potwierdzają, innym razem oferują możliwość zupełnie innego odczytania, często otwierają na nowe. Ponowna lektura „Pięciu lat kacetu” stała się dla mnie potwierdzeniem dawnych rozpoznań. Naturalizm i brutalizacja opisów życia codziennego w obozie, często krytykowane wtedy, gdy książka ukazała się po raz pierwszy, w moim przekonaniu stanowią o wartości tej opowieści. Grzesiuk nie próbuje udawać, że człowiek w chwili próby zawsze pozostaje dobrym człowiekiem. Bardzo mocno akcentuje ogarniające stopniowo wszystkich zobojętnienie na to, co się dzieje wokół. Nie tracąc z oczu swoich współtowarzyszy, pokazuje swoją receptę na przetrwanie – jak najwięcej spać i jak najmniej pracować. Ostateczność wpisana w każde działanie w obozie – od szukania chwili intymności i załatwiania czynności fizjologicznych po pragnienie przyjemności, zaspokojenia duchowych potrzeb i odpoczynku – powoduje, że nawet największy dramat opisywany jest jako coś zwyczajnego. Z naszej perspektywy czymś zwykłym, oczywiście, nie jest, ale z perspektywy tego świata, który stworzyli naziści, już takie faktycznie było. Powtarzalność zbrodni i okrucieństwa skutkuje z jednej strony ujawnianiem się u niektórych najgorszych cech, z drugiej u innych niemalże heroizmu. O takich przypadkach również Grzesiuk opowiada. Bardzo ważnym wątkiem, który powraca w książce, jest kwestia klasowości i hierarchiczności dostrzegalna w relacjach między więźniami. Szczególnie istotny wydaje się fragment dotyczący tych, którzy przybyli do obozu po upadku Powstania Warszawskiego. Równie istotne wydają się te sytuacje, w których Grzesiuk pokazuje, jak ważna była umiejętność zdobywania jedzenia oraz tworzenia sojuszy wzajemnego wsparcia. Obecność ludzi życzliwych i pomocnych dodawała sił i niejednokrotnie umożliwiała przeżycie. Warto również zwrócić uwagę na gotowość opowiadania o swoich doświadczeniach bez upiększania i uwznioślenia. Grzesiuk pokazuje tym samym, jak upadlające jest wyrywanie życiu tego życia po małym kawałku. Lektura obowiązkowa.


Stanisław Grzesiuk, Pięć lat kacetu, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2018.

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Rosja w wersji uproszczonej (S. Krasikov, Patrioci)

Powieść Sany Krasikov zdecydowanie nie jest arcydziełem, jak tego chciałby Yann Martel. Popularny pisarz takiego właśnie określenia używa w kontekście „Patriotów”, stwierdzając, iż jest to „»Doktor Żywago« na nasze czasy”. Z kolei w przywołanych na drugiej stronie okładki fragmentach recenzji pojawia się sugestia, iż teraz, kiedy Stanami Zjednoczonymi rządzi Donald Trump, przesłanie książki wybrzmiewa mocniej. W obu przypadkach mamy do czynienia z przesadą. „Patrioci” to nie jest wielka powieść, choć mierzy się, z tym nie polemizuję, z wielkim tematem, jakim niewątpliwie jest fakt uwiedzenia przez komunizm. Krasikov napisała książkę z kręgu literatury środka, miejscami na całkiem przyzwoitym poziomie, miejscami irytująco egzaltowaną i pretensjonalną. To utwór, który słabo zaznajomionym z historią Związku Radzieckiego czytelnikom z Zachodu ma wyjaśnić to, co składa się na specyfikę państwa, w którym sposobem dyscyplinowania i eliminowania ludzi stały się łagry. Mamy więc do czynienia z wersją z oczywistych powodów uproszczoną, wpisaną w narrację typowo inicjacyjną, historię miłosną, ale i opowieść o niełatwej relacji matki z synem. Rozwój wypadków jest dość przewidywalny. Młoda i naiwna Florence jest zafascynowana socjalizmem. Postanawia opuścić Stany Zjednoczone i wyjechać do Związku Radzieckiego. To, co miało być przygodą i przeżywanym na co dzień wcielaniem w życie idei, szybko okazuje się rozczarowaniem. Bohaterka co prawda długo się oszukuje, jednak w którymś momencie musi przyznać, że wplątała się w sytuację bez wyjścia. Czytelnika nie powinno więc dziwić stopniowe dojrzewanie bohaterki, odsłanianie absurdów komunistycznego państwa, uwięzienie Florence w łagrze i odkrywanie tajemnic jej codzienności, narażonej na stałą kontrolę ze strony służb bezpieczeństwa. Z „Doktorem Żywago” powieść ta ma niewiele wspólnego. To, co u Pasternaka, jest wielowymiarowe, tragiczne i nieoczywiste, u Krasikov zbliża się do melodramatu. Dodatkową wadą książki są sztuczne i mało zróżnicowane stylistycznie dialogi. Rażą one szczególnie w początkowych partiach powieści. Czytać więc można, ale raczej tylko jako dość dobre czytadło, a nie literaturę z wyższej półki.


Sana Krasikov, Patrioci, przeł. Dorota Konowrocka-Sawa, Wyd. W.A.B., Warszawa 2018.

piątek, 30 marca 2018

Czytanie lektur i siebie (M. Wyka, Napisane niedawno)

Najnowsza książka Marty Wyki tylko pozornie składa się z tekstów poświęconych książkom oraz ważnym pisarkom i pisarzom. Tak naprawdę widać w tym projekcie, opatrzonym tytułową informacją o czasie, zamysł dużo szerszy niż tylko refleksje po przeczytaniu. Nie bez powodu publikacja rozpoczyna się nieco nostalgicznym, ale i emocjonalnym w swojej wymowie tekstem o charakterze autobiograficznym. Szkic ten, zatytułowany znacząco „Proszę nie czytać przy jedzeniu”, z jednej strony pozwala na powrót do dzieciństwa, z drugiej jest rodzajem wyznania wiary w sens życia z książkami, sens czytania i sens odkrywania, że życie jednak czasami się różni od książek. Tom ma kompozycję klamrową, gdyż tekst zamykający „Napisane niedawno” również utrzymany jest w stylu nostalgicznego powrotu do przeszłości. W tym wypadku chodzi o „Odwiedziny w domu dzieciństwa”, a więc zmierzenie się z ograniczeniami własnej pamięci, z przemijaniem, z poczuciem, że miejsce i rzeczy, niegdyś bliskie i oswojone, poluzowały swój związek z życiem autorki, choć jednocześnie trwale z biografią jej rodziny są związane. Ta dwoistość związana z odczuwaniem istnienia i nieistnienia jednocześnie zostaje pokazana z dużym wyczuciem, bez patosu, delikatnie, z pewnym dystansem nawet. Pomiędzy przywołanymi powyżej tekstami znajdziemy szkice krytyczne będące zapisem refleksji z „Książek przebranych”, szkice biograficzne dotyczące Marii Dąbrowskiej, Wisławy Szymborskiej i Ewy Lipskiej opatrzone słowem „One”, a także „Francuskie opowieści”, w których natkniemy się nie tylko na inspirujący dialog z twórczością Alberta Camusa, ale i namysł nad przemijaniem popularności kultury francuskiej w Polsce. Książki oraz pisarki i pisarze stają się pretekstem do opowieści literaturoznawczyni i krytyczki, ale i do wspomnień – tak po prostu. Marta Wyka pozostaje obecna w tekście, dzieli się swoimi wątpliwościami, odsłania różne możliwości odczytania. Nawiązuje kontakt z odbiorcą, udowadniając, że literatura to pretekst do zadawania pytań, szukania odpowiedzi, nawiązywania relacji i oswajania rzeczywistości.


Marta Wyka, Napisane niedawno. Szkice krytyczne i literackie, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.

środa, 28 marca 2018

W cieniu tajemnicy (M. Wójcik, Baronówna. Na tropie Wandy Kronenberg – najgroźniejszej polskiej agentki. Śledztwo dziennikarskie)

Michał Wójcik decyduje się na gest ryzykowny – jest obecny w tekście w sposób dość intensywny, a jednak wychodzi z tego obronną ręką. Choć dzieli się z czytelnikami swoimi wątpliwościami oraz nie ukrywa pojawiających się w trakcie poszukiwań emocji, to właściwe proporcje zostają w książce zachowane. Najważniejsza jest cały czas tytułowa bohaterka. Dziennikarz, który co jakiś czas wysuwa się na plan pierwszy, działa na rzecz odkrycia jej sekretów. Odsłaniając swój warsztat, opowiadając o niełatwych poszukiwaniach, pokazując trudności w dotarciu do faktów lub prawdopodobnych wersji wydarzeń, nie tyle więc eksponuje siebie, co raczej pokazuje, jak skomplikowane było życie bohaterki i jak mistrzowsko umiała kamuflować te elementy swojej biografii, które mogły ją w jakiś sposób odsłonić. Wójcikowi udaje się wydobyć wewnętrzne skomplikowanie postaci, konieczność podejrzliwego traktowania niektórych świadectw, łączące i dzielące Polskie Podziemie sprawy, wreszcie umiejętność manipulowania jako cechę kluczową dla działania Wandy Kronenberg. Najważniejsze jest jednak – i na to autor kładzie nacisk – jest ukazanie tytułowej postaci jako kobiety, która współpracując z kilkoma wywiadami, nie działała na rzecz danego państwa, lecz walczyła przede wszystkim o siebie. Ten prywatny wymiar współpracy podjętej przez Kronenberg wydaje się kluczowy dla widocznego w opowieści odheroizowania i niestygmatyzowania bohaterki. Wójcik stara się bowiem pokazać, że to, co miało wpływ na przestrzeń publiczną, w przypadku interesującej go osoby miało charakter całkiem prywatnego zadania do wykonania – przetrwać za wszelką cenę. Autor po raz kolejny przejawia postawę historyka poszukującego, empatycznego, świadomego nieoczywistości tego, co przynależy do przeszłości. Dzięki takiej perspektywie czytelnik ma okazję odkryć nie czarno-biały, lecz pełen szarości świat. A że dzieje się to również w sposób atrakcyjny literacko, można ów fakt tylko docenić.


Michał Wójcik, Baronówna. Na tropie Wandy Kronenberg – najgroźniejszej polskiej agentki. Śledztwo dziennikarskie, Wyd. Znak, Kraków 2018.

niedziela, 25 marca 2018

Klimat (nie tylko) tamtych czasów (E. Winnicka, C. Łazarewicz, 1968. Czasy nadchodzą nowe)

Reporterska książka Ewy Winnickiej i Cezarego Łazarewicza okazuje się zróżnicowanym, nieoczywistym, interesująco zrealizowanym projektem uchwycenia atmosfery opisywanych czasów. To reportaż przemyślany, konsekwentnie realizujący przekonanie, że „Nie ma jednej opowieści o roku 1968” (s. 9). Jednak zaletą tej publikacji jest nie tylko niebanalne zaplanowanie opowieści – poprzez zderzanie tego, co polskie, z tym, co europejskie i światowe, ale również udane sportretowanie sytuacji, kiedy rewolucja/zmiana/dramat właśnie się dzieją, ale nie zawsze wiemy, że to właśnie już. Efekt ten udaje się osiągnąć między innymi dzięki przytoczeniu historii Beatlesów czy morderstwa w domu Romana Polańskiego. Pozornie historie te wydają się dość dobrze znane, a jednak w tym przypadku znakomicie służą zrekonstruowaniu ówczesnego życia artystycznego, rodzących się wtedy nadziei, ale i sprzyjającego klimatu dla budowania legend nie tylko tych pozytywnych, ale i negatywnych (przypadek Charlesa Mansona). Ważne wydaje się również przywołanie francuskiej rewolty, zwłaszcza że jej główni bohaterowie po latach nadal dyskutują nad swoim udziałem w protestach i nad gotowością zachowania wierności wyznawanym wtedy ideałom. Obok wielkich nadziei związanych z protestami, prowadzącymi do zmian społeczno-politycznych i obyczajowych, pojawia się również mroczny kontekst tłumienia manifestacji oraz antysemityzmu. Tutaj również reporterzy decydują się na nieoczywiste wybory. Marzec 1968 roku zostaje zobrazowany historią spoza centrum oraz mocnym zaakcentowaniem, że te dwie perspektywy, dużego miasta i mniejszego, znacznie się różniły, jeśli weźmiemy pod uwagę świadomość tego, co się dzieje, szybkość reagowania oraz realne konsekwencje ruchów rządowych. Podobna narracja, akcentująca biografię zwykłych ludzi wrzuconych w Wielką Historię, towarzyszy sportretowaniu interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji. To, co powraca w wielu opowieściach, sprowadza się do przypadku, który miał szansę zaistnieć dzięki sprzyjającym okolicznościom. Fakt nieoddzielania tego, co krajowe, od tego, co zagraniczne, skutkuje pojawieniem się w tle mocno wybrzmiewających pytań: dlaczego opisywany rok był szczególny; co pozostało z głoszonych wówczas idei; czy zarówno odradzające się demony antysemityzmu, jak i konieczność postulowania praw kobiet, wolności i równości, nie odsłaniają paradoksu powtórzenia jako obowiązku wpisanego w wychodzenie na ulicę i mówienie „nie” temu, co złe i niszczące społeczeństwo od środka; czy z tego, co miało miejsce w roku 1968, możemy coś wziąć dla siebie dzisiaj; czy umiemy po tylu latach przeciwstawić się nienawiści do Żydów, do kobiet, do Innych; wreszcie czy chcemy i umiemy wziąć sprawy w swoje ręce. Lektura do przemyślenia i do powracania, bo Winnicka i Łazarewicz pokazują, że opowieść o roku 1968 może nam dużo powiedzieć o współczesności.


Ewa Winnicka, Cezary Łazarewicz, 1968. Czasy nadchodzą nowe, Wyd. Agora, Warszawa 2018.